swiost


MADE IN SOPOT

Panna Świost była rodowitą Sopocianką, córką Ottona von Zwiosta. Jej ojciec był właścicielem morskiej firmy przewozowej i nie szczędził grosza na porządne wychowanie swojej jedynej córki. Gdy było to możliwe, zabierał ją w dalekomorskie podróże. Wtedy to Panna Świost pokochała morze.

KAŻDEMU WOLNO MARZYĆ

Choć była jedynaczką, a jej życie opływało w dostatek bynajmniej nie wyrosła na zepsutą snobkę. Szkoły kończyła z najlepszymi wynikami. Stały przed nią otworem najbardziej renomowane, światowe uczelnie. Kawalerowie ze znakomitych rodów ubiegali się o jej względy. Ona jednak miała tylko jedną miłość. Jej marzeniem było pływać po morzach Świata, poznawać nowe lądy, ludzi i kultury. Pływać nie jako bogata turystka, ale jako zwykły człowiek. Niestety, pomimo iż była wykształconą i dobrze usytuowaną kobietą, w owych czasach była tylko kobietą. Jej znajomym nie w smak było, że przedkładała towarzystwo prostych marynarzy nad ich własne.

ZBRODNIA ZRODZONA Z MIŁOŚCI

Jeden z adoratorów zaślepiony miłością i zżerany przez zazdrość postanowił za wszelką cenę zdobyć jej serce, a jeśli nie serce to przynajmniej ciało. Gdy pewnego, letniego wieczoru bawiła się z grupą przyjaciół w nadmorskiej restauracji, jej wielbiciel ukląkł przed nią wręczając pierścionek z pokaźnych rozmiarów brylantem. Panna Świost odrzuciła jego zaręczyny mówiąc, że go po prostu nie kocha. Urażony młodzieniec wybiegł z restauracji trzaskając drzwiami. Tego samego wieczoru panna Świost zostawiła bawiące się towarzystwo trochę wcześniej niż zwykle. Postanowiła wrócić do domu brzegiem ukochanego morza. Nie uszła za daleko. Z zarośli wyskoczył jej niedoszły narzeczony i powalił ją na ziemię.
-”Jak nie twe serce, to ciało moje będzie! Będę tym pierwszym!"- warknął jej do ucha.
-”Ratu...”-tylko tyle zdołała wykrzyczeć, bo napastnik zakneblował jej usta. Nie miała siły się bronić i nie mogąc oddychać zaczęła tracić przytomność. Doszło by do tragedii gdyby nagle nie pojawił się gdyński marynarz. Złapał niedoszłego gwałciciela i jak szmacianą lalkę wrzucił go do morza. W świetle księżyca panna Świost zobaczyła wytatuowaną na jego przedramieniu kotwicę, potem zemdlała. Ocknęła się w swoim łóżku.

RANEK MĄDRZEJSZY OD WIECZORA


-"Co się stało?-spytała siedzącego przy jej łóżku ojca."
-"Jak to, nic nie pamiętasz?"
-"Pamiętam jak wracałam plażą do domu. Potem napadł mnie..."
-"Wiem, wszystko wiem. Policja już go aresztowała."
-"Kogo? Tego marynarza?! To on mnie uratował!"
-"Nie nie, tego drugiego. Marynarz cię przyniósł nieprzytomną do domu."
-"Gdzie on jest?!"
-"Poszedł zaraz po tym jak się upewnił czy nic ci nie jest. Nie przedstawił się. Nic nie chciał..."- Jeszcze tego dnia panna Świost rozpoczęła poszukiwania. Pytała wszędzie: w portowych knajpach, burdelach, na wyścigach koni. Wynajęła nawet prywatnego detektywa, poszła do wróżki...nic.
-"Wielu jest marynarzy. Prawie wszyscy mają tatuaże..."-słyszała.
-"Tatuaż...ciekawe gdzie takie coś się robi?"-zaczęła się zastanawiać.

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Znalazła w Sopocie takie jedno miejsce, w niewielkiej kamienicy niedaleko deptaka. Spodziewała się zastać w środku to, co oferowały jej inne miejsca jakie do tej pory sprawdzała: bród, smród i podejrzany element. Jednak ku jej zaskoczeniu było zupełnie inaczej. Wnętrze tego przybytku było niewielkie, ale jasne i wysprzątane i tylko na stole piętrzył się stos papierów. Na ścianach wisiały rysunki kolorowych smoków. Pod nimi na półkach stały słoje, butelki i buteleczki z tajemniczą zawartością. W powietrzu unosił się egzotycznie pachnący dym. Na skórzanym fotelu, ubrana w kimono siedziała kobieta. Trzymała w dłoni długą fifkę na końcu której iskrzył się żar.
-"Zabłądziłaś moje dziecko?"- spytała siedząca.
-"Nie. Szukam kogoś.... marynarza z wytatuowaną na przedramieniu kotwicą."
-"Wielu takich stąd wyszło...a potem przyszło po więcej. Usiądź, poczekaj, może się w końcu pojawi..." Od tego czasu nasza panna przychodziła do salonu codziennie. Z początku siadała cicho w kącie i obserwowała tatuatorkę przy pracy. W końcu jednak nabrała śmiałości i po kilku dniach pomiędzy kobietami nawiązała się przyjaźń.

KIEDY SIĘ WYPEŁNIŁY DNI...

Panna Świost bacznie przyglądała się przychodzącym mężczyznom, ale żaden z nich nie był tym na którego czekała. Chociaż tamtej strasznej nocy na plaży wszystko działo się tak szybko, była pewna, że rozpozna go jak tylko wejdzie. Mijały tygodnie, lato zbliżało się ku końcowi, a jej wybawiciel nie pojawił się. Nadszedł ostatni dzień wakacji i obie panie siedziały przed salonem.
-"Dzisiaj już nikt nie przyjdzie. Chcesz to zostań, ja idę do domu."-rzekła tatuatorka.
-"Zostanę jeszcze chwilę. Może jednak ktoś się zjawi." Została sama. Usiadła na schodach przed wejściem i zamknąwszy oczy grzała się w słońcu. Czas płynął powoli. Nagle coś przesłoniło jej słońce. Gwałtownie otworzyła oczy i ujrzała przed sobą sylwetkę ogromnego mężczyzny. Stał pod słońce, więc nie mogła rozpoznać twarzy, ale doskonale widziała tatuaż na jego przedramieniu.
-"O Jezu, to on!"- pomyślała. Jej serce załomotało gwałtownie. Zerwała się szybko na nogi i straciła na moment równowagę. Delikatnie przytrzymał ją za ramiona.
-"Już drugi raz ratuję pannie życie. Niech panna uważa bo zaczynam się przyzwyczajać."-zażartował.
-"Ja..."
-"Spotykamy się w dziwnych okolicznościach. Plaża nocą i salon tatuażu to dość nietypowe miejsca dla panny."
-"...chciałam..."- Jej policzki pokryły się rumieńcem. Spuściła wzrok, ale tylko na moment. Spojrzała mu w oczy i dokończyła:
-"...panu podziękować."
-"Może mi się panna zrewanżować wpuszczając mnie do środka. Chciałbym przed rejsem zrobić tatuaż. W nocy wypływamy do Ameryki."
-"Och... mamy już... właścicielka poszła do domu, tylko ja zostałam."
-"To może panna mnie wytatuuje?"
-"Ja jeszcze nigdy...patrzyłam tylko jak się to robi."
-"To nie jest trudny wzór, zresztą mogę pannie pomóc. Też się napatrzyłem na te rzeczy, zaczynamy?"- Zaczęli, a efektem było wytatuowane czerwone serce. Gdy rozmawiali w czasie pracy zakochali się w sobie do szaleństwa. Odprowadzając ją do domu powiedział:
-"Twoje imię wyryło mi się złotymi głoskami w sercu. Wrócę za miesiąc i dopiszesz mi je do tego serca które zrobiłaś na moim ramieniu."
-"Będę czekała i uczyła się, aby móc napisać na twej skórze to czego powiedzieć nie umiem."- Jego statek wypłynął nocą. Kładąc o świcie głowę na poduszkę czuła przepełniające ją szczęście. Zasypiając zdawało jej się, że słyszy dobiegające znad morza dudnienie silników jego statku.
To nie były silniki. Na naściennym kalendarzu widniała data: 1 września 1939 roku.

PRZETRWAM, BO OBIECAŁAM!

Wojna nie dotarła do Sopotu. Jedyne jej oznaki widoczne w salonie to zamiana klienteli. Zamiast marynarzy na tatuaże przychodzili żołnierze. Panna Świost spełniała swoją obietnice ucząc się sumiennie sztuki zdobienia skóry i czekając. Po sześciu miesiącach przyszedł list z Ameryki.
-"Tęsknię za Tobą każdego dnia i każdej nocy. Niech ten wojenny koszmar szybko się skończy. Przypłynę jak tylko to będzie możliwe. Czekaj na mnie ukochana."-czytała w nim. Czekała długie miesiące na kolejne wieści. Czas mijał i miesiące zamieniły się w lata. Nad miastem zawisła realna groźba zniszczenia. Front wschodni zbliżał się nieubłaganie. Na początku 1945 roku właścicielka salonu powiedziała:
-"To miasto nie jest już dla nas bezpieczne. Trzeba się przenieść na zachód."
-"Nie mogę go opuścić, obiecałam."
-"Rozumiem. Zostawiam ci zatem salon w opiece. Dużo się przez ostatni czas nauczyłaś, poradzisz sobie."

WYZWOLENI Z WOLNOŚCI

Wiosną 1945 do Sopotu wkroczyły wojska radzieckie. Pierwsza fala „wyzwolicieli” przelała się przez miasto nie czyniąc większych szkód. Zniszczono około 10% ówczesnej zabudowy. Trudności przyszły razem z przesiedleńcami ze wschodu. Zajmowali wszystkie kamienice, gnębili miejscową ludność I nie chcieli robić tatuaży. Pewnego dnia przyszli i do niej.
-"Kogo my tu mamy...pani artistka! Zaraz nam zrobisz tatuaże, wiesz na czym? Ha-ha-ha!! Chodź no do mnie ty swołocz!"- Wiedziała co zaraz nastąpi, słyszała już nie jedną historię o wojskach „wyzwoliciela”. Postanowiła walczyć. Może jak nie okaże strachu dadzą jej spokój?
-"No który pierwszy?"-zerwała się na nogi wymachując kuchennym nożem.
-"Osz ty taka owaka! Zaraz wbiję ci ten kozik w niewyparzoną mordę!"- Rzucili się na nią w czwórkę. Złapali za ręce i nogi i zwalili na podłogę. Jeden z nich wyrwany nóż przyłożył jej do gardła.
-"Ani drgnij suko!-wysapał." Wszystko to przypomniało jej sytuację sprzed kilku lat, kiedy to uratował ją jej ukochany. Zawyła z rozpaczy.
-"Powiedziałem zam..."-jego słowa przerwał wystrzał. W drzwiach stała ogromna postać z pistoletem w ręku, ręku z wytatuowanym sercem i kotwicą.

HAPPY END

Rodzina Świostów żeglowała po świecie długie lata. Odwiedzili każdy możliwy port, by na starość osiąść w mieście, które dało im szczęście się spotkać.


tel. do studia: 58 782-4-784; kom. +48 662-278-047 pon-pt 11-18 sobota 10-15